piątek, 24 lipca 2009
Darmowe wakacje
Sąsiadka z dołu jest przedszkolanką. Jej mąż uczy czegoś tam w szkole. Wiedzie im się tak, jak wszystkim nie dorabiającym, a żyjącym na państwowym garnku. Byli 3 tygodnie nad morzem u babci,resztę wakacji spędzają w Poznaniu
Mają córeczkę w wieku naszej Niusi.
Zaproponowałam sąsiadce wyjazd z dzieckiem na wieś. Za darmochę. Płacimy tylko za jedzenie, a więc za to, na co w domu też trzeba wydać.
Domek drewniany, teren duży, ogrodzony, piaskownica, basenik dla Smarków i kawałek do jeziora. Oprócz tego krowy, kury, kozy i konie u zaprzyjaźnionego gospodarza.Dla dzieci raj, dla nas ucieczka z poznańskiego betonowiska.
Usłyszałam:
 - A kto nam będzie gotował? (nad morzem gotowała babcia)
 - tam jest na pewno dużo komarów
 - nie wiem jaka będzie pogoda w przyszłym tygodniu
- BĘDĘ MUSIAŁA CAŁY CZAS SIĘ MĘCZYĆ Z DZIECKIEM I NIKT MI NIE POMOŻE.(normalnie pomagają babcia i mąż)
Popatrzyłam na nią przez chwilkę z boku. Znamy się ponad dwa lata i wydawało mi się, że wszystko jest z nią ok...
Boże, jak to dobrze, że ludzie, którzy nie mają pieniędzy  patrzą na świat przez pryzmat niewygody, wad i problemów.
Nie zarabiamy, bo wszystko i tak jest do dupy.
Nie korzystamy z okazji, bo wszystko jest do dupy.
Tracimy znajomych, bo jesteśmy do dupy...


wtorek, 08 lipca 2008
Jak kocham

Namawiam Najulubieńszego do wyjazdu w jakiś ciepły kraj. Samego. Bo chłopak nie dość, że zapracowany, to jeszcze teraz pracę na bardziej odpowiedzialną zmienia. A ze mną i naszą maleńką Niusią nie odpocznie.
Moja propozycja wzbudziła oburzenie. Oczywiście nie Najulubieńszego, ale damskiego otoczenia.
No bo jak to tak, puścisz go samego? A dlaczego on ma odpoczywać, a Ty nie?  Przecież Ty też pracujesz w domu!
Najgłośniej krzyczała znajoma, która od ośmiu lat siedzi w domu z dziećmi. Jej mąż haruje na nocnych zmianach a w dzień się uczy. Chronicznie niewyspany, snuje się jak cień. Dodałą jeszcze, że to ona powinna wyjechać i zostawić mężowi dzieci, żeby zobaczył jak to jest...
Kocham Najulubieńszego i wierzę, że znajoma kocha swojego męża.
Ale róznice miedzy tym jak kochamy, ile jesteśmy w stanie ofiarować drugiej osobie i na ile jesteśmy skłonni zrezygnować z egoizmu wciąż mnie zaskakują. 

wtorek, 01 lipca 2008
Pani Gosia
 - A co Pani zrobi jak syn historii nie zda?
 - Żryć mu, Pani, nie dam!A co! Nie wierzysz mi Pani?! Ja już mu kiedyś skibkę z ręki wyrwałam, jak ze szkoły zadzwonili , że nie chodzi. Ja sobie, Pani, nie mogę pozwolić, nie nie...
A po dwóch tygodniach, gdy znowu przyszła do mnie sprzątać:
- I jak , Pani Gosiu, dała pani "żryć"? Syn zdał?
 - Zdał, Pani, ale żarcia nie dałam i nie dam!  Pani, ja mu szkołę płacę, a on mi całą kasę z koleżkami puszcza! Do szefa jego dzwoniłam i szef zablokuje pieniądze dla mnie. Ja sobie Pani nie mogę pozwolić, nie, nie...

Przy wyjściu dałam jej bluzeczkę w groszki, której już nie noszę. Od razu ją włożyła, mrugnęła do mnie, obejrzała się w lustrze i stwierdziła,że wygląda jak "niunia".
Za dwa tygodnie przyjdzie i opowie mi znowu co słychać u alkoholików  w najgorszej dzielnicy Poznania.
czwartek, 17 maja 2007
Oddział

Mamy nowy oddział w Warszawie.
Liczylismy na to, że Żółtoskórzy zmienią odrobinę swoje zwyczaje i poprowadzą oddział bardziej cywilizowanie.
 A potem zadzwonił telefon od warszawskiego handlowca. Potem jeszcze od drugiego. I obaj dzwonili już później do nas kilka razy dziennie, żeby zapytać czy aby na pewno poprawnie zrozumieli polecenia.
Czy słowa " powinniście siedzieć po godzinach, bo tego wymaga kultura pracy" są prawdziwe, czy tylko źle zrozumieli?
Czy Najmłodszy Żółty robi sobie jaja mówiąc, że praca na bussiness tripie od 06:00 do 23:30 to standard?
Czy te 5 raportów, które codziennie wypełniają, są rzeczywiście tak idiotyczne czy tylko im się wydaje?
Dlaczego ich wypłaty to pieprzony sekret i nawet nie wiedzą z czego się składają?
Dlaczego nie moga wyjść do sklepu w czasie przerwy na lunch?
Czemu nie mogą mieć radia w biurze?

Patrzymy jak się Warszawka wykrusza.
Czekamy na następne oddziały.
Zdrowy śmiech jeszcze nikomu nie zaszkodził. :)
   

czwartek, 08 marca 2007
My, branżowcy...

"Jesteśmy nowoczesną firmą działającą w branży IT" - można przeczytać w naszym katalogu.
Nasza nowoczesność przejawia się tym, iż sprzedajemy prdoukty, które można zaliczyć do tej branży, nie korzystając z nich przy tym prawie wcale.
I tak, na całą firmę - czyli jakieś 15 komputerów- mamy tylko jedną stację DVD. Jakiegolwiek odtwarzanie danych z płyt DVD jest zatem praktycznie w 100% ograniczone. Nowinka techniczna, którą jest nagrywarka do płyt, nie zajrzała nawet na nasze podwórze.
Mamy również jednego pendriva. Można by pomyśleć, że to wystarczy, ale gdy w firmie są trzy sieci (osobna na internet, stary program magazynowy i nowy program magazynowy) to nagle okazuje się, że gros czasu spędzamy na wydobyciu danych.
Nie mamy skanera.
Mamy dwie drukarki laserowe. Jedną kolorową atramentówkę. Cztery bezużyteczne igłówki.
Częśc komputerów jest tak stara, że nie ma wejść USB.
3 komputery nie mają stacji CDR.

Ostatnio przyszedł prawnik i poprosił o zeskanowanie dokumentów. Nie zrozumiał, gdy zaczęłam sie śmiać. Gdy wytłumaczyłam, nadal nie był w stanie pojąć.
Jak on studia przetrwał???! ;))))

środa, 31 stycznia 2007
Chiński Nowy Rok

Naczelna Żółta stwierdziła, że w tym roku nie jadą świętować do ojczyzny.

W Chinach świętowanie trwa przez trzy tygodnie.
W kraju z którego pochodzą nasi szefowie to zaledwie tydzień.
Spytałam, czy nie żałuje, że nie spotka się z braćmi i mamą.
Żałuje, ale i tak mogłaby się z nimi widzieć tylko parę godzin.
Dlaczego?
Kobieta musi spędzać świąteczne dni w domu męża. W drugi dzień może jechać do swoich bliskich, ale tego samego dnia musi wrócić i nie może opuszczać już męża.
Oczywiście dotyczy to tylko starszego pokolenia.
Zapytała czy w Polsce są podobne zwyczaje i czy mój mąż pozwala mi odwiedzać rodziców kiedy tylko zechcę.
Głupio było odpowiadać, że jeździmy (głównie za namową męża) do moich bliskich co sobotę na brydża a z jego rodzicami (ze względu na odległość) widzimy się raz na miesiąc...

wtorek, 30 stycznia 2007
Wynagrodzenie

Jedna z naszych salesladies przyszła do pracy o 8-ej.
O 12:30 wyjechała z przedstawicielem kierownictwa do Łodzi.
Do Poznania wróciła o godz. 23:30.

Pytanie: Czy powinna dostać dodatkowe wynagrodzenie za dodatkowe 7 godzin w pracy?

Odpowiedź: Oczywiście tak - mówi azjatyckie prawo wynagradzania. Pracownikowi za dodatkowe 7 godzin w porze wieczorowej należy się 20 zł.

sobota, 30 września 2006
O choroba!

- Czy na pewno powinniśmy podpisać z nią umowę na czas nie określony? -spytała Żółta o moją asystentkę.
 - Oczywiście! Świetnie radzi sobie z raportami, jest bardzo pomocna...
 - Ale jest chora.
 - Słucham?!
 - Już drugi raz choruje, a przyszła dopiero cztery miesiące temu!
 - Ale przecież dwa miesiące temu nie było jej tylko dwa dni a teraz ma zapalenie oskrzeli i nie będzie jej tylko trzy...
 - Może jest słaba? Powinniśmy się zastanowić czy pasuje do naszej firmy. Nie mozemy mieć tu ludzi, którzy ciągle chorują. Co z nich za pomoc, jeżeli ich nie ma! Jaki daje przykład innym?! Jeszcze sobie wszyscy pomyślą, że w naszej firmie można chorować!
 - Czyli nie podpisujemy z nią umowy?
 - Tego nie powiedziałam. Ale powiedz jej, że w naszej firmie się nie choruje. I sprawdź dlaczego jest taka słaba.

Ktoś mi kiedyś zarzucił, że się u Żółtych nie rozwijam.
A tu, proszę! W poniedziałek przyspieszony kurs medycyny! Skalpelek w dłoń i poszukiwanie słabych punktów wewnątrz Aneczki!

wtorek, 12 września 2006
Odchodne

 - Od trzech lat słyszę to samo. Jeżeli rzeczywiście w końcu uda sie panu zrealizować swoje pomysły to wtedy zgłoszę się z powrotem do pracy
 - nie chcę podwyżki. Niech pani lepiej zapłaci więcej tym którzy jeszcze tu są. Może zostaną dłużej.
 - Nawet wrogowi nie poleciłabym pracy w tej fimie
 - każdy szanujący się pracownik pani firmy szuka sobie pracy
 - żaden zdrowy człowiek tak nie krzyczy. Czy nie powinna się pani leczyć?
 
Tak odchodziła Ewcia.
To dotychczas najodważniejsze pożegnanie z Azjatami.
A niemalże każda z ponad 50 osób pracujących w firmie dłużej niż trzy miesiące miała podobny zamiar.
Przeważnie kończyło się uśmiechami i podziękowaniami.





piątek, 18 sierpnia 2006
Magazyn
Mamy siedmiu magazynierów.
Potrzebujemy dziewięciu.
Przez ostatnie 3 miesiące nie udało mi się znaleźć żadnego odpowiedniego. Byli za młodzi albo za starzy. Ci odpowiedni siedzą w Anglii.

Jeden z magazynierów postanowił odejść.
Dostał pracę za 1200 netto+ 300zł w bonach+nadgodziny.
U nas zarabia 740netto+200netto+nadgodziny.

Azjatka nie zrozumiała powodu jego odejścia i tradycyjnie już stwierdziła, że "it wasn't proper person for our company" ...

A przy następnej wypłacie pozostałych sześciu magazynierów dostanie mniejszą premię za to, że nie udało im się zrealizować wszystkich zamówień
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23